„Na więcej stóp” – duży jacht na jeziorze cz. 2

Luty 8, 2021

Szykujesz się na wspólny mazurski wypad ze znajomymi. Czas wybrać jednostkę. Jesteś skipperem i teoretycznie powinieneś mieć najwięcej do powiedzenia w tej sprawie. Jednak wśród przyszłej załogi pojawiają się „głosy”. Naturalne pytania dotyczą kosztów. Są jednak tacy, którzy spośród różnych ofert na rynku zaczynają wybierać coraz bardziej „wypasione” propozycje. Decydują warunki hotelowe. Ostatecznie okazuje się, że dałeś (lub dałaś) namówić się na prowadzenie czegoś większego niż cokolwiek, czym do tej pory żeglowałeś na jeziorach.
Przyjeżdżacie do portu, podpisujesz papiery. Czas na odbiór jachtu. Warto poświęcić na to trochę czasu. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z żaglówką, czy dużym housebotem. Instalacja elektryczna, wodna, podstawowe informacje o użytkowaniu silnika. Następnie dochodzą kwestie związane z samym manewrowaniem. Zwłaszcza w porcie. Duża jednostka to zawsze większy kłopot w porcie. Nie odepchniesz jej nogą od brzegu bez ryzyka, że nie stracisz nogi. Nie polecamy. Burty są wysokie, więc jak zawieje, zanim popłyniesz do przodu, lub do tyłu, jak zamierzałeś, jedziesz w bok, jak wózek z zakupami w markecie.
W tym punkcie dochodzi jeszcze jedna rzecz, charakterystyczna dla jezior mazurskich. Bardzo często porty są płytkie. I zawsze ciasne. W wielu miejscach niezbędne jest podniesienie miecza oraz płetwy sterowej. O ile to pierwsze wiąże się z tym, że tracicie większość zdolności manewrowej innej niż z wiatrem, o tyle to drugie oznacza, że podniesiona płetwa to poważne obciążenia dla urządzenia sterowego i samej płetwy. W sytuacji, kiedy cofamy, istnieje duże ryzyko jej uszkodzenia. Inny problem może wystąpić, kiedy jej nie podniesiemy odpowiednio wcześnie. Wtedy cała masa jednostki opiera się na płetwie i to jest właśnie świetny sposób, żeby albo ją wyłamać, albo uszkodzić urządzenie sterowe, w skrajnych przypadkach rufę. Dla przykładu masa Cobry 33 takiej jak „Zoe” to wraz z załogą ok 5 ton. Naprawdę jest czym „naciskać”. Na morzu nie mamy takich sytuacji. Płetwy są na stałe na dole, a naszym głównym zadaniem jest to, żeby pozostały w bezpiecznym dystansie od dna.

Ważna jest sprawa napędu. W jednostkach od pewnej długości nie znajdziemy już silników zaburtowych. W grę wchodzą silniki stacjonarne ewentualnie zaburtowe, umieszczone w studzience. Takie rozwiązanie ma wiele zalet. Na fali śruba nie wychodzi z wody, alternator doładowuje baterie, często mamy zapewnioną ciepłą wodę i odchodzą kłopotliwe operacje związane z podnoszeniem i opuszczaniem silnika. Do tego, w przypadku diesla, jeśli jest prawidłowo serwisowany, mamy większą niezawodność niż w przypadku silników benzynowych. Wygodniejsze jest również stawanie rufą do kei – silnik nie obija się o pomost – można zachować wygodny dystans do schodzenia i wchodzenia na pokład.
Pewnym plusem jest duży na ogół zbiornik paliwa, który jeśli napełnimy go do pełna, potrafi zapewnić nam niezależność na cały rejs. Z tego samego zbiornika będzie również korzystać ogrzewanie webasto. Musimy tylko uwzględniać, rozmieszczenie stacji benzynowych na szlaku, żeby odpowiednio zaplanować logistykę. Pamiętajmy również, że przed i po sezonie mogą być różnie otwarte. sam naciąłem się na stację w Pięknej Górze, kiedy próbowałem pobrać diesla 1 października. Okazało się, że stację zamknięto dzień wcześniej.

Pamiętajmy jednak, że napęd stacjonarny, z samej definicji pozostaje na swoim miejscu. W tym wał napędowy ze śrubą. Dlatego znów szczególnej uwagi wymaga manewrowanie w portach, tam gdzie mamy bojki a zwłaszcza mooringi. Nie ma nic lepszego od nurkowania pod dnem, żeby odkręcić ze śruby zaplątaną linę. Zresztą nie zawsze będzie to możliwe. Zagrożenie stanowią również przeszkody podwodne na płyciznach. Problem pojawiaj się choćby podczas ulubionego przez wielu żeglarzy parkowania rufą do brzegu. Jeśli masz stacjonarny silnik i ster nie umieszczony na pawęży, bez możliwości uniesienia płetwy pionowo do góry, zapomnij o tym.

W ostatnim sezonie wiele razy mogliśmy obserwować wielkie houseboty, które uparcie próbowały tej sztuki. Skutki były najczęściej opłakane. Pamiętam jednego motorowego mistrza, który wyciskał ze swojego silnika ile mógł, żeby przeciągnąć się bliżej. Prawdopodobnie załoga życzyła sobie zejść suchą stopą na ląd. To była Grajewska Kępa na Niegocinie (nieoficjalnie Wyspa Miłości :)) – jak wszędzie tam, dno opada płasko i można trafić na kamienie. Ich Batory zatrzymał się jakieś 15 metrów od brzegu i uparcie nie chciał się dalej przemieszczać. Nic to! Od czego mamy zapas mocy. Wiemy do czego służy manetka gazu. Wystarczy dać całą wstecz. Psując naszej załodze kolację z widokiem na jezioro, z hukiem maszyny, przeciskali się żeby skrócić dystans. Nagle usłyszeliśmy łomot, jakieś zgrzyty i wszystko się skończyło. Mogliśmy wrócić do kontemplowania wieczoru. Rano słyszę, jak pechowy sternik z pretensjami rozmawia z właścicielem housebota, tłumacząc że był źle przygotowany, że napęd nie działa i ma ich ściągnąć z wyspy.
Z cumowaniem dziobem do dzikiego brzegu dużym jachtem wiąże się jeszcze jedna kwestia – wysokość… Obszerny kadłub daje nam wygodne kabiny z mozliwością stania itd… Jednak konsekwencją jest to, że dziób wyrasta majestatycznie ponad brzeg, na który chcemy dokonać desantu. Z dziobu na brzeg to pół biedy, bo w dół. Ale potem trzeba wrócić… z pewnością warto tę sprawę przemyśleć zanim się zeskoczy.

W tej sytuacji w grę wchodzą różne rozwiązania. Można wykorzystywać cumy, jako dodatkowe stopnie, niektórzy wożą ze sobą składane drabinki. Sam najczęściej szukam miejsc z jakimiś pieńkami na brzegu, które mogłyby stanowić naturalne stopnie. Oczywiście nie zawsze się udaje.
Pewnego przemyślenia będzie również wymagało cumowanie z wykorzystaniem bojki. Nie wystarczy już sięgnąć ręką za burtę i przełożyć linę. Bez bosaka raczej się nie uda. Pamiętam scenę z Rucianego, gdzie sympatyczna ekipa z dużego housebota rozwiązała problem w ten sposób, że jeden pan wychylał się i nurkował z liną za burtę, a drugi który został na pokładzie, trzymał go za nogi, żeby całkowicie nie wypadł. Operacja przebiegła pomyślnie, wywołując dużo pozytywnych emocji na pomoście.

Z wielkością jachtów żaglowych, wiąże się jeszcze jeden problem. Maszt. Zwykle im dłuższy jacht, tym dłuższy, a więc i cięższy maszt. Jeśli system jego kładzenia (i co ważniejsze, stawiania) jest niestarannie wykonany, każde przejście pod mostem będzie okupione licznymi przekleństwami podnoszącej nasz „patyk” załogi. Niezwykle ważne, żeby zblocze bramki miało działające bez oporów łożyskowane rolki, lina pracowała pod odpowiednimi kątami, a kabestany miały odpowiednie przełożenia i były utrzymane w dobrym stanie. W ostatnim sezonie postanowiłem w jeden dzień przepłynąć samotnie z północy WJM na południe. To wiązało się z pięciokrotnym powtarzaniem tej operacji. Zapewniam, że pod wieczór na temat usprawnienia systemu kładzenia masztu, mógłbym już pisać książki.
Wysokość masztu zwiększa jeszcze jedno zagrożenie. Kontakt z drzewami podczas parkowania na dziko do brzegu. Konieczne jest bardzo uważne wypatrywanie wszelkich konarów, żeby nie zahaczyć o nie topem.
Wymieniłem kilka kwestii, które pojawiają się, kiedy korzystamy z dużych jednostek na jeziorach. Wynikają one z własnych, może dla wielu oczywistych spostrzeżeń. Ogólnie większość można podsumować tak, że możemy liczyć się z problemami nie znanymi w warunkach żeglarstwa morskiego.

Nie znaczy to jednak, że odradzam żeglowanie na dużych jachtach w warunkach śródlądowych. Sam uwielbiam lekkie łodzie sportowe, zapewniające odpowiednią dawkę adrenaliny. Kiedy jednak szykuje się perspektywa spędzenia dłuższego czasu na wodzie, doceniam ciepłą wygodną kabinę, lodówkę ze schłodzonym winem, czy dobrze wyposażoną kuchnię. Miło jest usiąść w obszernym kokpicie lub w mesie. Każdy ma swoją przestrzeń, a kiedy znudzi się integracja, można iść do siebie tak, że jedni nie przeszkadzają drugim. Łazienka z ciepłą wodą też nie jest bez znaczenia. Zwłaszcza przy kiepskiej pogodzie, o którą na Mazurach nietrudno. Trzeba tylko brać pod uwagę, że przemieszczamy się już dużym i ciężkim statkiem i brać pod wszystko, co się z tym wiąże.

Do zobaczenia na Jeziorach i zapraszamy na pokład s/y Zoe w sezonie 2021 !

Propozycje rejsów na Zoe i nie tylko, znajdziecie Tutaj >>>
Duży jacht na jeziorze Cz. 1

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top