Wzdłuż plaży na małej łódce – czyli jak zostałem pionierem cz. 3

Luty 11, 2021

Byliśmy gotowi. Pozostała kwestia wyboru trasy. Czas był ograniczony, a wybrzeże długie. Dlatego najbardziej optymalny wydał się odcinek pomiędzy Ustką a Władysławowem. Później miało się okazać, że kalkulacja przebiegu trasy nie była całkiem pozbawiona sensu.

Oczywiście marzyło się pokonanie całego Wybrzeża od Świnoujścia aż do Helu. Jednak mieliśmy około tygodnia wolnego czasu. Wszystko byłoby teoretycznie możliwe w sytuacji, kiedy warunki byłyby idealne podczas całego rejsu. Biorąc pod uwagę, że rejs planowaliśmy wzdłuż wybrzeża Bałtyku, a nie Zalewu Zegrzyńskiego, oczywiste było, że statystycznie na pierwszy rzut oka zadanie przerasta możliwości i zdrowy rozsądek.
Do tego dochodziła jeszcze sprawa strefy ćwiczeń artyleryjskich na zachód od Ustki, która wychodziła w morze znacznie poza strefę 2 Mm, dozwolonej dla naszego żeglowania. Ustalenie przewidywanego terminu ćwiczeń było wówczas niemożliwe. Tym bardziej odpuściliśmy ryzyko potencjalnego przebijania się przez fontanny tworzone przez spadające pociski.

Wyruszamy. Wcześniej zabieramy Merlina od producenta. Do Ustki docieramy po zmierzchu i lądujemy na plaży po wschodniej stronie od portu. Żegnamy się z ekipą naziemną z nadzieją, że następnym razem spotkamy się za tydzień we Władysławowie. Zostajemy sami na totalnie pustej plaży. Wieje wiatr, a w oddali słychać szum morza. Pierwsze wrażenie po rozstawieniu namiotu, który należało zaknagować do łódki, żeby nie odleciał. O rety! Naprawdę tu jesteśmy. Ciekawe, jak to będzie wyglądało, jak się trochę rozjaśni.

Świt przyniósł pochmurne niebo, piasek przelatujący wzdłuż plaży i trochę deszczu. Hałasująca fala przyboju była tak silna, że bez zbędnych kalkulacji można było ocenić, że próba zejścia na wodę to niezbyt mądry pomysł. Stąd decyzja. Czekamy. Zabezpieczamy namiot. Ponieważ, pod naporem wiatru, całkowicie utracił swoją geometrię i środek przypominał raczej wąską dziuplę w pniu drzewa, położyliśmy Merlina na boku. Dzięki temu zyskaliśmy skuteczną osłonę od wiatru, a namiot odzyskał oryginalny kształt. Spacerujemy. Robimy zdjęcia. Idziemy do miasta. Przez cały dzień pogoda niewiele się zmienia.
I tak minęły 2 dni…

Kolejnego ranka, już przed wyjściem z namiotu, słyszymy, a właściwie nie słyszymy mocnego szumu przyboju. Rzut oka wystarcza, żeby stwierdzić, że
wszystko się uspokaja. Wiatr znacznie zelżał, niebo się wypogodziło i przestało padać. Morze jeszcze rozbujane, ale już zdecydowanie łagodniejsze. Mamy szansę. Zostajemy na brzegu jeszcze 2-3 godziny, obserwując zmiany. W końcu podejmuję decyzję. Trzeba spróbować. Zwijamy namiot, pakujemy szczelnie wszystkie ruchomości i szykujemy Merlina do zejścia z plaży.

Pierwsze przejście przez wciąż rozbujany przybój to lekcja, którą zapamiętuje się na zawsze. Start był całkiem niezły. Cali mokrzy po nadaniu pierwszej prędkości łódce lądujemy w kokpicie. Daje się odrobinę opuścić płetwy, więc po wybraniu żagli uzyskujemy trochę sterowności. Następnie pierwsza załamana fala studzi nasz entuzjazm, cofając do plaży i zamieniając kokpit w wannę po brzegi wypełnioną wodą. Jednak utrzymujemy kurs. Zaczynam się szybko uczyć i następną falę pokonuję z większą prędkością po skosie pełniejszym kursem względem wiatru. Jeszcze jedna, potem druga i widzimy że robi się już jakby bardziej płasko. uspokajamy oddechy, wyciskamy tyle wody z ubrań ile się da i ogarniamy żeglowanie. Wstyd przyznać, ale jest to jednocześnie nasze pierwsze żeglowanie Merlinem. Wcześniej jakoś nie było kiedy.

Łódka jest wyrozumiała. Daje się łatwo wybalastować, bardzo łagodnie zachowuje się na fali, a nawisy burtowe dają bardzo skuteczną osłonę przed większością bryzgów. Przećwiczyliśmy pierwsze zwroty. Dobrze, wyszło, pomimo nie do końca plażowych warunków. Uznaję więc, że dajemy sobie radę. Odwracam dziób w kierunku na wschód. Musimy najpierw odejść trochę dalej od brzegu. Pierwsza cel to minąć bezpiecznie falochrony portu w Ustce. Potem popłyniemy dalej, szukając popołudniu nowej plaży na nocleg. I żeby wysuszyć mokre rzeczy…

Ciąg dalszy wkrótce 🙂

Część 1 >>>
Część 2 >>>

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top