HAMMER – smartfon w podróży

18 sierpnia, 2021

Praktycznie nie sposób obecnie wyobrazić sobie dłuższego wyjazdu, podczas którego nasz telefon zostaje w domu, głęboko schowany na dnie szuflady. Nie ma sensu zbyt refleksyjnie rozwodzić się nad tematem. Takie mamy czasy. Jakie więc założenia powinien spełniać smartfon, żeby pomagał w komunikacji podczas wyjazdu, a nie przeszkadzał? Być może odpowiedź na to pytanie stanowią produkty marki Hammer

Smartfon – połączenie ze światem
Nie mam wielkich wymagań co do telefonu. Potrafi im sprostać większość dostępnych na rynku modeli. Wiadomo, że jego podstawowa funkcja towykonywanie połączeń, jednak od lat oczekujemy już znacznie więcej. Stając się smartfonem telefon przerodził się w osobiste centrum komunikacji, punkt dostępu do świata, bez którego wielu z nas nie wyobraża już sobie funkcjonowania. Dowodem może być rosnąca liczba mniej lub bardziej groźnych wypadków z udziałem zapatrzonych w ekran osobników, całkowicie bagatelizujących zewnętrzne otoczenie.
Oprócz tego mamy dostęp do coraz sprawniejszego aparatu fotograficznego, za pomocą którego możemy na bieżąco dokumentować wszystko, co dzieje się wokoło, dostęp do map (z pomoca GPS), maili i przeróżnych aplikacji.

Smartfon w drodze
Co jednak, jeśli decydujemy się na dalszy wyjazd?
Niby wszystko jasne. Przed wyjściem z domu ładujemy telefon i wychodzimy. Pamiętając przy tym, że oprócz potrzeby komunikacji coraz częściej mamy mamy w nim wszystkie niezbędne dokumenty i informacje niezbędne w podróży. A zatem bilety lotnicze, dane rezerwacji hotelu, umowy, wizy, kontakty na miejscu itd. Wszystko w jednym urządzeniu bez konieczności dźwigania ze sobą całego segregatora różnych papierów. Wygodnie i bez stresu. No właśnie… Z tym stresem wszystko jest w porządku, jak długo nasz telefon funkcjonuje bez zarzutu. W przeciwnym wypadku, czeka nas interesująca sytuacja, w której znajdujemy się nierzadko setki kilometrów od domu i niebardzo wiemy co dalej.
To częsty obrazek na lotniskach, kiedy możemy zaobserwować ludzi biegających z telefonem i ładowarką, z przerażeniem w oczach szukających gniazdek z prądem, których zawsze jest za mało.
Jeszcze gorzej, kiedy przez brak uwagi upuścimy nasz smartfon na podłogę. Nie wiadomo czemu, ale zawsze dzieje się to w otoczeniu kamiennych lub ceramicznych twardych nawierzchni, na które urządzenie upada w najbardziej pechowy możliwy sposób. Pęka ekran, coś zaczyna grzechotać w środku. Wtedy jest już po wszystkim.
Innym problemem jest kontakt smartfona z wodą. Wyjeżdżając latem, często przemieszamy się w okolicę różnych zbiorników wodnych. Do tego zdarza się uprawianie sportów wodnych. Utrapieniem morskich żeglarzy jest wszechobecna sól, która wraz z wodnym aerozolem uwielbia kontakt z wszelką elektroniką. Bardzo łatwo o usterki.
W zeszłym roku na Mazurach udało mi się skutecznie przejechać jachtem telefon kolegi, który wypadł mu z kieszeni w chwili, kiedy stawaliśmy przy brzegu na płytkiej wodzie. Smartfon aż tak bardzo by nie ucierpiał, ponieważ był nawet w dodatkowej obudowie. Niestety ta, w wyniku uderzenia pękła a woda dokonała dzieła zniszczenia.

Hammer – dla podróżników?
Spośród szerokiej gamy smartfonów marki Hammer miałem okazję korzystać z dwóch: Energy, Energy 18×9 oraz Explorer. Wszystkie wyposażone w dużą baterię pojemności 5000 mA, zapewniały dłuższą pracę na jednym ładowaniu. Do tego pancerna obudowa o charakterystycznych ściętych rogach absorbuje uderzenia przy upadku smartfona rogiem do niebezpiecznej powierzchni. Szyba ze wzmacnianego szkła Gorilla Glass również powinna wytrzymać więcej od swoich bardziej „cywilnych konkurentów. Norma IP 68 zapewnia wodoszczelność wystarczającą, żeby przestać obawiać się o to, że przypadkowe zalanie spowoduje odłączenie nas od świata. Wodo i pyło-szczelność funcjonuje pod warunkiem prawidłowego zamknięcia wszystkich osłon w obudowie smartfona.
Mówiąc o obudowie, w przypadku modelu Energy zaobserwowałem z czasem, że ma ona irytującą tendencje do odklejania się od korpusu urządzenia. Ten mankament został wyeliminowany w przypadku następnych modeli.

Podróżuję dużo. Jednocześnie jestem znany z tego, że żaden smartfon nie pożyje zbyt długo w moich rękach. Po prostu „ten typ tak ma”. Hammera poddałem najbardziej wymagającemu testowi w podróży na Filipiny. Nie dość, że musiał wytrzymać energetycznie ok 24 h podróż różnymi samolotami, to na miejscu też nie miał lekko. Był wielokrotnie moczony w bardzo słonej wodzie, kilkukrotnie przetrwał upadek ze skutera podczas jazdy po wyspach. Do tego robił całkiem niezłe zdjęcia i nagrywał filmy.
Do Polski wrócił w całkiem niezłej kondycji.

Czy warto?
Tego rodzaju smartfony przeznaczone są dla osób o szczególnych potrzebach. Z pewnością nie wygrają konkursu na subtelny elegancki design. Wiele pań o drobnych dłoniach, będzie miało generalny problem z obsługą urządzenia w grubej kanciastej obudowie.
Jednak coś za coś. Jeżeli potrzebujesz smartfona który po prostu wytrzyma więcej, przy okazji nie kosztuje tyle co najwyższe modele innych marek, być może Hammer to rozwiązanie dla Ciebie. Czekam na możliwość przetestowania kolejnych produktów marki zwłaszcza Explorer Pro z dodatkową baterią dającą ogromna niezależność energetyczną. Nazwa Hammer zobowiązuje a tego konkretnego smartfona wydaje się bardzo bliska naszej ekipie.

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Go top