Egina forever. Moja Grecja – cz.1

Grudzień 23, 2020

Minęło ponad 10 lat, odkąd po raz pierwszy trafiłem na Eginę. Wtedy mocno wiało, w porcie nie było miejsc, a kotwice nie trzymały wcale. Ale potem się uspokoiło i wyszliśmy w miasto. Po dłuższym kręceniu się wąskimi uliczkami, trafiliśmy do tawerny To Steki. Wtedy poznałem Vaggelisa – naszego gospodarza. Tak się zaczęła wyjątkowa przyjaźń z wyjątkową wyspą. Na zawsze.


Jeżeli nie masz pomysłu, jak zagospodarować kilka godzin. Proszę bardzo. Wystarczy zajrzeć na Eginę. Warunek to, że musicie lubić ryby i owoce morza. Jeśli tak, zapraszam Cię na lunch, który od wczesnego popołudnia, przerodzi się w późną kolację. Testowaliśmy sprawę wielokrotnie i za każdym razem było to bardzo interesujące.
Stoliki stoją w wąskiej uliczce, sąsiadującej z targiem rybnym. To bardzo wygodne, bo dzięki temu, w tawernie nie ma szans na brak świeżego zaopatrzenia. Kiedy brakuje, właściciel przechodzi tylko parę metrów do sąsiadów i ma wszystko, czego potrzebuje.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top