Zimowa zupa czosnkowa – podpatrzone u sąsiadów.

Styczeń 17, 2021

W ten weekend, słupki termometrów spadły w całym kraju poniżej – 10 C. Niespodziewanie nadeszła zima, od której zdążyliśmy się przez ostatnie lata odzwyczaić. Niskie temperatury sprzyjają w kuchni potrawom bardziej kalorycznym. Trzeba czymś uzupełnić energię, którą zużywamy podczas mroźnych spacerów. Dlatego, po dniu spędzonym w podwarszawskich lasach w okolicy Wyszkowa, zabraliśmy się za przygotowanie zupy czosnkowej. Rodem z Czech.

Pamiętam tę potrawę, z wyjazdów narciarskich, które realizowaliśmy w górach u naszych południowych sąsiadów. Była bardzo sycąca, rozgrzewająca i miała bardzo określony smak. Były tylko dwa warunki. Pierwszym i podstawowym jest to, że nie możesz nie lubić smaku czosnku. Serio. Drugi, to pamiętajmy, że to czeska kuchnia. A tam, jedną z podstawowych przypraw jest kminek. Ta zupa zawiera go naprawdę sporo.
Więc, jeśli unikacie tych smaków, sugeruję przejść do innych postów publikowanych na tej stronie.

Moje pierwsze skojarzenie, że to taki odpowiednik naszego żuru lub góralskiej kwaśnicy podawanych m. in. w górach. Naturalnie są to inne smaki, ale zastosowanie i „skuteczność” bardzo zbliżone. Dość, że po spożyciu porządnej porcji w schronisku, możemy potem śmiało kontynuować szusowanie, lub górskie wędrówki.
A jak się robi zupę czosnkową? Moim zdaniem dosyć łatwo. Bierzemy garnek osolonej wody. Kroimy ziemniaki i gotujemy. Ale krótko, kilka minut tak, żeby pozostały twarde. Równolegle rozgrzewamy na patelni trochę smalcu i podsmażamy na nim, pokrojony w kostkę wędzony boczek. W międzyczasie wsypujemy do naszych ziemniaków porządną garść kminku (w moim przypadku było to jedno standardowe opakowanie) i podobną ilość majeranku. Znów gotujemy. Kiedy boczek jest już zrumieniony, dodajemy całą zawartość do garnka z ziemniakami.

W międzyczasie obieramy i wyciskamy przez praskę jedną lub więcej główek czosnku. Tu uwaga – wszystko zależy od preferencji smakowych i jakości czosnku. Później będziemy mogli dodawać stopniowo w zależności od smaku. Gotujemy chwilę, aż zmiękną ziemniaki i wszystkie smaki połączą się ze sobą. Na tym etapie mamy już do dyspozycji zupełnie pożywną zupę. Zostaje jeszcze czosnek. Lecz najpierw musimy wyłączyć gaz i poczekać, żeby obniżyła się temperatura do około 60 C. To da nam gwarancję, że czosnek po dodaniu go, nie zgorzknieje, a przede wszystkim nie straci wszystkich swoich zdrowotnych właściwości.

Następnie stopniowo dodajemy czosnek (stopniowo, żeby nie przesadzić), chwilę mieszamy… I można podawać. My podaliśmy z grzanką serową podsmażoną z serami ala „fromage” – czyli miksem tego, co znaleźliśmy w lodówce, zblendowanym z odrobiną białego wina. Taki mały dodatek, z trochę innych stron 🙂
Smacznego!

Na przyszły raz szykujemy podejście do kwaśnicy…tylko czekamy, aż się ukisi kapusta 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top